Aron Lee Ralston – siła do przeżycia

Kategoria: Z życia wzięte Dodano: 2012-06-05

Miłość do gór i niebezpiecznych wypraw niejednokrotnie bywa zdradliwa. Tak też było w przypadku amerykańskiego wspinacza Arona Lee Ralstona. W maju 2003 roku wybrał się na samotną wyprawę do kanionu Blue John (stan Utah). Skończyła się ona utratą ręki…

 

W trakcie wspinaczki kanionem prawa ręka Arona została przygnieciona przez ważący około 1000 futnów głaz. Oczywistym było, że Amerykanin sam się nie uwolni. Nie mógł również liczyć na czyjąś pomoc, ponieważ nie poinformował nikogo o celu swojej wyprawy. Przez kilka dni Aron pił resztki wody, która mu została. Gdy również ona się skończyła zmuszony był pić własny mocz, aby nie umrzeć z odwodnienia.

 

Po upływie pięciu dni przygnieciona ręka była martwa z powodu braku przepływu krwi. Próby choćby minimalnego przesunięcia głazu lub skruszenia go nie powiodły się w związku z tym Aron postanowił sam dokonać amputacji ręki. Tylko to dawało mu nadzieję na przeżycie. W międzyczasie na głazie wyrzeźbił swoje imię i nazwisko, datę urodzenia oraz prawdopodobną datę śmierci.

 

Aby uwolnić się, Aron najpierw złamał sobie przygniecioną rękę – tak silnie ją wygiął, że złamał kość promieniową i łokciową. Następie założył opasę uciskową, aby się nie wykrwawić. Za pomocą podręcznego scyzoryka przecinał miękkie tkanki, a kombinerki posłużyły mu do rozdzierania ścięgien.

 

Gdy już udało mu się uwolnić czekała go długa wyprawa. Aron najpierw musiał wydostać się z kanionu, później przejść sześć mil do swojego samochodu w którym znajdował się telefon komórkowy. Na szczęście po drodze spotkał turystów, którzy dali mu jedzenie i picie. Aron został przetransportowany helikopterem do szpitala, a jego amputowana ręka została skremowana i rozsypana w kanionie.

 

Cały czas spędzony w kanionie z przygniecioną ręką Aron dokumentował za pomocą kamery. Nagrywał swoje wypowiedzi, przemyślenia, wspominał rodziców i bliskich. Chciał, aby w razie śmierci pozostała po nim jakaś pamiątka, dowód na to co tak naprawdę się wydarzyło.

 

Zamiłowanie Arona do wypraw  nie zmniejszyło się po amputacji ręki. Już w 2005 roku powrócił do wspinaczki. Proteza jego ręki zawiera kilka końcówek pomocnych w trakcie wspinaczki, co jak sam stwierdził, sprawiła że prawdopodobnie wspina się lepiej niż kiedykolwiek.

 

Aron Lee Ralston swoje przeżycia z kanionu Blue John opisał w książce pod tytułem Between a Rock and a Hard Place. Natomiast dla reżysera Danny’ego Boyle’a historia Arona stała się inspiracją do nakręcenia filmu pod tytułem 127 godzin.

 

 

 

 

 

 

Na podstawie:

http://encyklopedia.edukateria.pl

http://ciekawyciekawostek.blogspot.com

Wyszukiwarka
Podobne artykuły